Doświadczenia z dzieciństwa, zwłaszcza te bolesne i traumatyczne, mogą pozostawić głębokie ślady w naszym umyśle. Wiele osób, które przeżyło trudne dzieciństwo, nosi w sobie wewnętrznego krytyka — głos pełen winy, autoagresji i krytyki. Ale dlaczego tak się dzieje? Dlaczego tak wielu dorosłych, którzy doznali traumy, ma negatywną i krytyczną postawę wobec siebie? Aby lepiej to zrozumieć, warto przyjrzeć się teorii przywiązania oraz modelowi Colina Rossa, który pokazuje, jak dziecięcy umysł stara się poradzić sobie z niemożliwym do pogodzenia dylematem tzn. jak przywiązać się do opiekuna, który wyrządza krzywdę lub chronicznie zaniedbuje.
Doświadczenie traumatycznych sytuacji w dzieciństwie nie jest jedynie kwestią wydarzeń, które miały miejsce, ale także sposobu, w jaki dziecko musiało zareagować na te sytuacje, aby przetrwać. Często skutkuje to wykształceniem się wewnętrznego krytyka, który przez wiele lat podtrzymuje negatywne schematy myślenia. Ten mechanizm może nie być widoczny na pierwszy rzut oka, ale ma ogromny wpływ na sposób, w jaki dorosły postrzega siebie i swoje otoczenie.
Model Traumy Colina Rossa
Model Traumy (TMT) to kompleksowa, naukowo weryfikowalna teoria opracowana przez Colina Rossa, opisująca związek między traumą psychologiczną a szeroką gamą różnych zaburzeń, uzależnień i zachowań autodestrukcyjnych. Dr Colin Ross, specjalista z zakresu medycyny, opracował zasady i techniki swojej terapii modelu traumy, aby pomagać osobom z zaburzeniami wynikającymi z traumy, takimi jak złożone PTSD, depresja, zaburzenia dysocjacyjne, zaburzenie osobowości typu borderline, zaburzenia związane z używaniem substancji, zespół lęku napadowego, OCD, zaburzenia odżywiania oraz zaburzenia somatoformiczne.
W ramach terapii modelu traumy dr Ross koncentruje się na zmianie umiejscowienia kontroli. Kiedy ludzie są wykorzystywani fizycznie, emocjonalnie lub seksualnie, często umiejscawiają kontrolę nad tym, co się stało, w sobie. Dodatkowo sprawcy nadużyć często wspierają tę ideę, przekonując ofiarę, że jest ona współwinna temu, co ją spotkało. Taka iluzja daje ofierze poczucie pewnej kontroli nad sytuacją — myśli, że skoro jest „zła”, to zmieniając siebie, może powstrzymać nadużycia. To jest mechanizm ochronny, który pozwala uniknąć uczucia bezradności, bezbronności i całkowitej utraty kontroli. Jednak koszty tego mechanizmu obronnego są bardzo wysokie, ponieważ ta dynamika kształtuje obraz JA a to prowadzi do chronicznego poczucia winy, nienawiści do siebie, negatywnego dialogu wewnętrznego i destrukcyjnych relacji.
Jak dzieci budują bezpieczne przywiązanie?
Aby zrozumieć, jak dzieci radzą sobie z trudnymi relacjami z opiekunami, warto przeanalizować sytuację, w której dziecko proces budowania przywiązania przebiega naturalnie. W celu zrozumienia problematyki stojącej za budową przywiązania możemy do tego wykorzystać trójkąt, który będzie symbolizować relacje rodzinne oraz dynamikę przywiązania. Zacznijmy więc od sytuacji, w której dziecko wychowuje się w bezpiecznej rodzinie, gdzie opiekunowie są kochający, reagują na potrzeby dziecka i dostrajają się do niego. Taki system rodzinny pozwala dziecku na budowanie zdrowego przywiązania. Na szczycie trójkąta znajduje się dziecko, które ma naturalną potrzebę przywiązania. Strzałki skierowane w dół do rodziców symbolizują pragnienie zbubowania więzi z opiekunami, którzy są bezpieczni, kochający i przewidywalni.
W takich zdrowych relacjach dziecko czuje się akceptowane i rozumiane. Reakcje rodziców są odpowiednie do sytuacji, a ich miłość jest bezwarunkowa. Taka dynamika jest optymalnym środowiskiem do rozwoju dziecka, gdzie relacje są stabilne, ciepłe i przewidywalne. Dziecko nie ma żadnego problemu, zbudować przywiązanie, ponadto dorastając w takiej rodzinie, buduje zdrowy obraz siebie oraz uczy się ufać innym ludziom.

Jak dzieci radzą sobie z dylematem przywiązania do dysfunkcjonalnego opiekuna?
Drugi trójkąt pokazuje sytuację, w której dziecko dorasta w trudnym środowisku rodzinnym — gdzie np. jeden z opiekunów jest agresywny, a drugi jest biernym świadkiem, niezdolnym do zapewnienia ochrony. W takim systemie dziecko nadal ma biologiczną potrzebę przywiązania? Ta potrzeba nie znika, możemy nawet użyć mocniejszego sfomułowania, że dziecko odczuwa wewnętrzy przymus, aby zbudować przywiązanie, ale jest to znacznie trudniejsze[1]. Co dzieje się w umyśle dziecka, gdy opiekunowie są niebezpieczni, stosują przemoc lub są lekceważący? Jak dziecko może wybrnąć z tej patowej sytuacji?
W takich przypadkach dziecko znajduje się w bardzo trudnej sytuacji emocjonalnej. Potrzeba przywiązania jest biologicznie zakorzeniona, więc dziecko nie może jej zignorować. Z drugiej strony, opiekunowie, którzy powinni być źródłem bezpieczeństwa, stają się źródłem lęku i cierpienia. To prowadzi do wewnętrznego konfliktu, gdzie dziecko musi jakoś pogodzić te sprzeczności. Aby to zrobić, zaczyna przejmować na siebie winę za negatywne sytuacje, starając się uzasadnić krzywdzące zachowania opiekunów.

Jak powstaje krytyk wewnętrzny?
Kiedy dziecko dorasta w rodzinie, w której czuje się krzywdzone lub niekochane, aby utrzymać przywiązanie do opiekunów, zaczyna przejmować odpowiedzialność za to co się dzieje w relacji pomiędzy nim a opieknunami.. Właśnie tutaj pojawia się idea „przejęcia na własność” negatywnych emocji i winy. Dziecko, aby widzieć swoich rodziców jako dobrych i bezpiecznych, zaczyna wierzyć, że to ono jest problemem. „To ja jestem zły, zasługuję na to, jak mnie traktują” — takie przekonanie pozwala dziecku radzić sobie z rzeczywistością, w której musi przywiązać się do kogoś, kto go krzywdzi, kto go zaniedbuje.
W rzeczywistości dziecko często nie ma innego wyjścia niż wierzyć, że to ono jest przyczyną problemów. Gdyby zaakceptowało fakt, że rodzice są źli, nie mogłoby na nich polegać, co zagrażałoby jego poczuciu bezpieczeństwa. Dlatego dziecko wybiera przekonanie, że to ono samo jest źródłem problemów. To pozwala mu w pewnym sensie kontrolować sytuację, bo daje złudną nadzieję, że jeśli zmieni swoje zachowanie, może „zasłużyć” na miłość i bezpieczeństwo.

Powyższa ilustracja dobrze pokazują ten mechanizm „przyjęcia na własność” wtedy dziecko internalizuje winę i zmienia swój obraz siebie, aby utrzymać przywiązanie. Choć ten mechanizm jest destrukcyjny dla samopoczucia dziecka, jest skuteczny, jeśli chodzi o możliwość utrzymania relacji z dysfunkcjonalnymi opiekunami.
Jednak ta strategia przetrwania ma swoją cenę, najczęściej w dorosłym życiu przekształca się w stały schemat myślenia, który powoduje ogromne trudności emocjonalne. Dorośli, którzy dorastali w toksycznych rodzinach, mogą odczuwać chroniczne poczucie winy, niską samoocenę i głęboki brak poczucia własnej wartości. Mechanizm przejmowania winy jest trudny do przełamania, ponieważ często stał się integralną częścią ich tożsamości.

Zrozumienie mechanizmu ułatwia zmianę i korektę
Dlaczego zrozumienie tego mechanizmu jest tak ważne? Dorośli, którzy dorastali w takich dysfunkcyjnych rodzinach, często nadal noszą w sobie ten sposób myślenia. Wewnętrzny krytyk, który podsuwa im myśli typu: „Nie zasługuję na dobro”, „To moja wina, że rzeczy nie idą dobrze”, jest echem mechanizmu przywiązania, który powstał w dzieciństwie. Często współwystępuje on z utrwalonymi wzorcami traumatycznymi, które działają na autopilocie przez dekady — o tym, jak powstają i dlaczego nie wygasają, piszę w osobnym artykule. Zrozumienie, skąd pochodzi ten wewnętrzny głos, może być kluczowym krokiem do zmiany.
Przeformułowanie tej narracji jest niezmiernie trudne, ale możliwe. W procesie terapeutycznym, klienci mogą nauczyć się rozpoznawać te schematy myślowe i stopniowo zmieniać swoje spojrzenie na siebie. Kiedy zaczynają widzieć, że winę, którą noszą, nałożyli na siebie, aby przetrwać, mogą zacząć ją stopniowo odrzucać. Ta zmiana wymaga czasu i wsparcia, ale jest kluczowa dla rozwoju zdrowej samooceny.
Podczas pracy z klientami warto wykorzystać koncepcję Colina Rossa jako narzędzie do psychoedukacji. Zrozumienie, że przejmowanie winy na siebie było sposobem na przetrwanie, może pomóc w przeformułowaniu tej narracji. Dziecko musiało uznać siebie za złe, aby postrzegać rodziców jako dobrych i bezpiecznych. Teraz jednak, jako dorośli, możemy zakwestionować tę narrację i zacząć budować bardziej wspierający obraz siebie.
Prowadzenie takiego procesu jest często długie i wymaga odwagi. Ważne jest, aby dana osoba zrozumiała, że zmiana nie przyjdzie z dnia na dzień, ale z każdym krokiem staje się coraz bardziej możliwa. Wewnętrzny krytyk, który przez lata kontrolował życie osoby, zaczyna tracić swoją moc, gdy jego głos jest kwestionowany i stopniowo zastępowany głosem wsparcia i zrozumienia.
[1] Odsyłam do innego mojego artykułu na blogu „Więź jako imperatyw biologiczny”


