Kiedy wchodzisz na nieznane terytorium — nowe miasto, nowy szlak w górach, obcy teren — to co może ci pomóc w orientacji to jest mapa. Wtedy o wiele łatwiej znajdujesz drogę, chociaż jesteś w tym miejscu po raz pierwszy. Dla osób, które doświadczyły traumy często szukają swojej drogi, ponieważ mają przytłaczające poczucie zagubienia i dezorientacji — kim jestem, dokąd zmierzam, co jest dla mnie ważne, dlaczego czuję to co czuję itp.
W mojej pracy terapeutycznej każdy człowiek, który siada naprzeciwko mnie w gabinecie, przynosi ze sobą swój wewnętrzny krajobraz. Często niezmapowany dla niego, a co dopiero dla mnie. Pełen ścieżek, które kiedyś miały sens, ale teraz prowadzą donikąd. Pełen miejsc, do których ta osoba nie chce wracać — i takich, o których nawet nie wie, że istnieją.
Przez wiele lat szukałem mapy, która pomogłaby mi się orientować w tym krajobrazie. Nie po to, żeby go uprościć. Raczej po to, żeby szybciej rozpoznawać, z jaką wewnętrzną dynamiką mam do czynienia — i lepiej dobierać kierunek pracy.
Znalazłem ją w sposób nieoczekiwany i niespodziewany.

Książka, która pomogła mi znaleźć mapę traumy
Daniela F. Sieff — autorka, badaczka z tłem antropologicznym — przeprowadziła jedenaście pogłębionych wywiadów ze specjalistami reprezentującymi bardzo różne podejścia do pracy z traumą. Efektem jest książka Jak uporać się z naszą traumą1, w której spotykają się perspektywy neurobiologiczne, psychodynamiczne, somatyczne i rozwojowe.
To co przyciągnęło najbardziej moją uwagę, nie były poszczególne wywiady, lecz ostatni rozdział, w którym autorka podejmuje próbę połączenia tych różnych dyskursów. Szuka tego, co wspólne.
I tam znalazłem zdanie, które stało się dla mnie objawieniem, takiego rozumienia integracyjnego szukałem:
„Jak jednak widać z rozmów przeprowadzonych w tej książce, pewne dynamizmy wspólne są wszystkim, którzy doświadczyli traumy: po pierwsze nasz system lęku staje się niezwykle wrażliwy, po drugie rozwijamy jakąś postać dysocjacji, po trzecie wreszcie istotnym elementem naszej tożsamości staje się wstyd. W rezultacie zmuszeni jesteśmy doświadczać siebie i innych w zniekształcony sposób.”
Trzy dynamizmy. Trzy wymiary, które w różnym natężeniu pojawiają się u każdej osoby, która doświadczyła traumy rozwojowej. I to jest dokładnie to, co widzę w gabinecie — od ponad piętnastu lat.
Rozregulowanie — kiedy system nerwowy jest permanentnie rozchwiany
Sieff pisze o systemie lęku, który staje się niezwykle wrażliwy. To trafne, ale chciałbym to rozszerzyć — bo w praktyce klinicznej widzę coś szerszego niż sam lęk.
Chodzi o rozregulowanie. O to, że cały system emocjonalny i energetyczny osoby, która doświadczyła traumy rozwojowej, nie funkcjonuje optymalnie, utracona została zdolność do płynnej regulacji. Na skutek tego może on utknąć w jednym z dwóch skrajnych trybów.
Pierwszy tryb to nadmierne pobudzenie — hiperpobudzenie. Taka osoba jest ciągle „na baczności”. Napięcie mięśniowe, przyspieszone myśli, trudność z wyciszeniem się wieczorem, wrażenie, że zaraz coś się wydarzy. Układ nerwowy działa tak, jakby zagrożenie wciąż było obecne.
Drugi tryb to przeciwieństwo — hipopobudzenie. Niski poziom energii, spowolnienie, poczucie odrętwienia, trudność z mobilizacją do działania. Jakby ktoś przekręcił termostat na minimum.
W zdrowym funkcjonowaniu nasze pobudzenie oscyluje — czasem rośnie, czasem spada, ale wraca do względnej równowagi. Daniel Siegel opisuje to jako okno tolerancji — zakres, w którym możemy doświadczać emocji bez bycia przez nie zalewanymi lub zamrażanymi. U osób po traumie rozwojowej to okno jest często bardzo wąskie. Albo trwale przesunięte w jedną stronę.
To nie jest kwestia „za dużo stresu”. To kwestia systemu nerwowego, który nauczył się reagować w określony sposób i utknął w tym wzorcu.

Dysocjacja — kiedy coś zostaje odłączone
Drugie słowo z cytatu Sieff to dysocjacja. I tu od razu ważne zastrzeżenie — bo słowo „dysocjacja” budzi często skojarzenia z czymś dramatycznym. Z derealizacją, depersonalizacją, zaburzeniami dysocjacyjnymi w ich klinicznym wydaniu.
Ale to, o czym mówi Sieff — i co obserwuję w gabinecie — jest często znacznie subtelniejsze.
Dysocjacja w traumie rozwojowej to przede wszystkim odłączenie. Coś jest wyparte. Jakaś część doświadczenia, jakaś emocja, jakiś fragment siebie zostaje odseparowany od reszty. Nie dlatego, że jest intencjonalne i świadome. Wynika to z faktu, że kiedyś — w dzieciństwie — to było jedyne dostępne rozwiązanie.
Często obserwuję, że osoby po traumie rozwojowej doświadczają wewnętrznego konfliktu. Są w permanentnym stanie zmagania się ze sobą. Mogą na przykład mieć w sobie część, która chce czegoś osiągnąć, zmienić, ruszyć do przodu — i drugą część, która sabotuje te wysiłki. Część, która pragnie bliskości — i część, która przed nią ucieka. Te części nie współpracują ze sobą, lecz zmagają się ze sobą.
I to jest właśnie jeden z najbardziej frustrujących aspektów życia z traumą rozwojową — wrażenie, że ciągle walczysz ze sobą. Że nie rozumiesz swoich własnych zachowań. Że „coś” przejmuje kontrolę — nad jedzeniem, piciem, relacjami, pracą — a ty nie rozumiesz dlaczego tak się dzieje.
To nie jest słabość woli. To dysocjacja w działaniu.
Wstyd — najbardziej ukryty wymiar traumy
Trzeci dynamizm z cytatu Sieff to wstyd. I mam poczucie, że to jednocześnie najtrudniejszy do uchwycenia element tej układanki.
Allan Schore, amerykański neuropsycholog, od lat podkreśla, że wstyd jest kluczem do pracy z traumą. I wskazuje na coś istotnego — wstyd związany z traumą rozwojową zaczyna się w fazie prewerbalnej. To znaczy: zanim dziecko miało słowa, żeby to nazwać. Zanim mogło powiedzieć „czuję się wadliwy” — już to czuło. Całym ciałem.
Dlatego wstyd jest tak ukryty. Nie chodzi o „wstydzę się, że zrobiłem coś głupiego”. To nie jest wstyd sytuacyjny, przejściowy. To coś głębszego — przekonanie zapisane w rdzeniu tożsamości, że coś ze mną jest fundamentalnie nie w porządku. Że jestem wadliwy.
Z mojej praktyki — wstyd bardzo rzadko jest deklarowany jako problem. Możemy doświadczać jego skutków w zachowaniach danej osoby: w wycofaniu, w perfekcjonizmie, w trudności z przyjmowaniem dobrych rzeczy, w niszczeniu tego, co dobre i silnej samokrytyce. Ale sama osoba najczęściej nie powie „moim problemem jest wstyd”. Bo wstyd ma taką właściwość, że ukrywa sam siebie.
Jedynym wyjątkiem, który spotykam stosunkowo rzadko, są osoby z wyraźnymi napadami wstydu — na przykład intensywnym czerwienieniem się, które wystawia te osoby na trudne sytuacje społecznie i wiąże się ze stanem — wstyd przed wstydem. Ale to są sytuacje, w których manifestuje się on w sposób jednocześnie widoczny i przytłaczający. Znacznie częściej pozostaje w tle — niewidzialny, nienazwany, ale głęboko kształtujący sposób, w jaki dana osoba doświadcza siebie i świata.
Trzy kolory traumy
Teraz kiedy myślę o tych wymiarach traumy rozwojowej — rozregulowanie, dysocjacja, wstyd — mam skojarzenie z trzema podstawowymi kolorami.
W pewnym uproszczeniu możemy powiedzieć, że z trzech podstawowych kolorów można stworzyć nieskończoną liczbę barw i odcieni. Każdy kolor zawiera te same trzy składniki, ale w innej proporcji. I za każdym razem efekt jest inny.
Z traumą rozwojową jest podobnie. Każda osoba, która jej doświadczyła, ma swój własny, zindywidualizowany „kolor traumy”. U jednej osoby dominuje rozregulowanie — np. żyje w stanie permanentnej czujności, ciało jest napięte, oddech płytki. U innej dominuje dysocjacja — odłączenie od emocji, poczucie życia za szybą, automatyczne funkcjonowanie. U jeszcze innej na pierwszy plan wychodzi wstyd — głębokie poczucie, że nie zasługuje na to, co dobre.
Ale jednocześnie — te trzy składniki są zawsze obecne. W różnych proporcjach, z różną intensywnością, ale obecne.
I to jest dla mnie kluczowe. Bo oznacza to, że praca terapeutyczna z traumą rozwojową powinna — w mniejszym lub większym stopniu — dotykać wszystkich trzech wymiarów. Praca z regulacją (żeby system nerwowy mógł znaleźć równowagę). Praca z integracją (żeby odłączone części mogły się spotkać). I praca z tożsamością (żeby pojawiło się zdrowe poczucie własnej wartości).
Ciężar poszczególnych elementów będzie u każdej osoby inny, lecz każdy z nich powinien zostać w jakimś stopniu przepracowany.

Co to może znaczyć dla ciebie
Ta mapa nie jest narzędziem diagnostycznym. Nie służy do stawiania sobie etykiet. To raczej sposób patrzenia — pewien porządek, który pomaga zorientować się we własnym doświadczeniu.
Jeśli rozpoznajesz się w którymś z tych trzech wymiarów — w ciągłym napięciu i czujności, w poczuciu wewnętrznego konfliktu i sabotowania siebie, w cichym przekonaniu, że coś z tobą jest nie tak — to są odcienie traumy. To znaczy, że twój system nauczył się tak reagować, żeby cię chronić. I że te reakcje, choć kiedyś miały sens, dziś mogą już nie służyć.
Zauważenie tego wzorca to pierwszy krok, ponieważ kiedy zaczniesz to rozumieć, otwiera to zupełnie inną perspektywę patrzenia na siebie i na świat. Bo zanim zaczniesz poruszać się po nieznanym terytorium, warto mieć ze sobą mapę.
Sieff, D. F. (2017). Jak uporać się z naszą traumą. Rozmowy ze światowej sławy specjalistami. Kielce: Wydawnictwo Charaktery. ↩


